wtorek, 30 kwietnia 2013

Poprzez góry

 
Spodziewaliśmy się, że czekają nas piękne widoki o poranku, ale takich wspaniałości nie oczekiwaliśmy: w spokojnej tafli Mavrovskovo Jezera przeglądały się ośnieżone szczyt gór...


...nieregularne kamienie wynurzały się z przezroczystej wody....




...niektórzy jeszcze rozkoszowali się porannym lenistwem, chociaż inni już byli na nogach.



Wokół naszego obozowiska kwitły wiosenne kwiaty...





...powietrze było przejrzyste, słońce szybko osuszało rosę i rozgrzewało nas po dość chłodnej nocy.
Ci, potrzebujący silnych wrażeń, rzucili się w lodowate wody jeziora, twierdząc, że jest fantastycznie.


 
Ci bardziej ciepłolubni, nie uwierzyli Tamtym, poprzestając na prysznicu z nagrzanej wody.


Poranek upływał powoli: śniadanie, kąpiele, pogaduszki, zwijanie się przed dalszą podróżą. Szykował się piękny dzień!

 


 

Wyruszyliśmy w malowniczą trasę - najpierw przez wieś Mavrovo, znacznie zmienioną z powodu zalania niektórych budynków (w tym monastyru) wodami sztucznego zbiornika, po wybudowaniu tamy.

 
Wiosna!

Stary monastyr mavrovski

Nowy monastyr mavrovski

Zdjęcie zrobione z perspektywy tamy - widok na jezioro

Zdjęcie zrobione z perspektywy tamy - widok na dolinę odciętą od jeziora

Po objechaniu jeziora, ruszyliśmy w górę. Chcieliśmy przejechać jak najbardziej malowniczą trasą odległość między Mavrovem a Ohridem. Mogę śmiało powiedzieć, że udało nam się znakomicie.
Najpierw pięliśmy się ku górze, wierząc w możliwości naszych samochodów, wbrew gorączkowym protestom napotkanych kierowców: "tam nie jedźcie, tam śniegi, przejazd tylko latem!" A co oni mogą wiedzieć - nasze Landki są przystosowane!







Poddaliśmy się za kolejnym zakrętem. Nie bez walki - dzielny Landek Damiana i Natalii, wyposażony w zimowe opony, przejechał przez pierwszą śnieżną przeszkodę. Nasz, na oponach letnich, nie dał rady.....
 


A dalej było jeszcze śnieżniej......

Droga (asfaltowa! nie żadne bezdroża!) prowadzi tam, gdzie - mniej więcej w połowie zdjęcia - widać taki śnieżny poziomy pasek

Po krótkiej, acz żywiołowej bitwie śnieżnej, zdecydowaliśmy się zawrócić i poszukać mniej ekstremalnej trasy.
 

 
 

 
 



podkreślam: dziewczyny stoją na środku asfaltowej drogi......

Tuż obok zasypanej grubą warstwą śniegu drogi, przyroda budziła się do życia...



 
Poszukiwania innej trasy dały zadowalający wynik. Zadowalający i bardzo ciekawy krajobrazowo.






W pewnym momencie dotarliśmy do sporej równiny.


Przyglądając się jej bliżej, dostrzegliśmy, że toczy się na niej walka wiosny z zimą. Wiadomo, kto wygra - jak co roku.



 


 

Krótka przejażdżka celem przewietrzenia się
A potem droga zaczęła prowadzić w dół:



Coraz więcej zieleni, coraz mniej śniegu.




Absolutnie zauroczył nas widok, który rozciągnął się po wjeździe do wioski Janche.





na prawo....
 
...i na lewo


Zostawiliśmy jednak (z pewnym ociąganiem) i widok na rzekę Radikę, i zabudowania na zboczach gór...



 

...by znów zjechać z głównej drogi i poszukać czegoś interesującego "za zakrętem" - hej przygodo!


Po jednej stronie krajobraz był bardziej łagodny....



...po drugiej widać było wysokie, ośnieżone szczyty...



A przed nami typowe dla Macedonii przydrożne ujęcie krystalicznej wody źródlanej.


Kiedy człowiek nie wie, co go czeka, zatrzymuje się czasem na drodze, żeby pozbierać trochę drewna na ognisko.....


...jednak Droga, szczególnie Droga-której-prawie-nie-ma-na-mapach, najczęściej drwi sobie z poczynań zapobiegliwego człowieka:


Zwalone drzewo usunęliśmy sposobem: odciągając je za pomocą wyciągarki. Tak przejechały dwa samochody....


...ale potem nastała przerwa w podróży, bo okazało się, że za pierwszym drzewem jest drugie, a za drugim trzecie. I że wyciągarka nie pomoże, trza chwycić za topory.


Podczas gdy Jedni pracowali, Inni oddawali się uzupełnianiu kalorii.



Bywało ciężko......
 

....ale wsparcie drużyny pomagało pokonać trudności....




...szczególnie istotne było zaś wtedy, kiedy okazało się, że za pierwszym pokonanym zakrętem jest drugi...a za drugim trzeci....a każdy zakręt ma swoje własne, osobne drzewko do przesunięcia. W sumie - pięć zakrętów i pięć drzewek. Do każdego należało zastosować inną technikę i odmienny pomysł.
Praca grupowa była w cenie....




Pod koniec było naprawdę gorąco.....




Nagrodą było dotarcie do przepięknej polany, pełnej wysokich drzew, porostów i niesamowicie uspokajającego światła, przesianego przez jasnozielone, świeże liście.



 
 

Na końcu polany mieściła się niewielka cerkiew sv. Petki.


 





 

 
Pani Ula oddawała się swojemu ulubionemu zajęciu - odnajdowaniu ciekawych roślin i przesadzaniu ich do swojego ogrodniczego Defendera.
 

Nie mogliśmy się nadziwić bogactwu i bujności porostów:


 


 
Popas zakończył się podjęciem decyzji o miejscu noclegu - celem Natalii i Gilberta było obejrzenie wieczornego meczu. A więc czekała nas jazda ku jezioru Ohryd, spory kawałek drogi.

Cywilizacja cywilizacją - nie trzeba do niej jechać ot, tak, na wprost. Jeszcze gór nam się chciało. Jeszcze malowniczości mavrovskiego parku. Ruszyliśmy bezdrożami. Tego piękna nie oddadzą żadne zdjęcia. To trzeba bezwzględnie zobaczyć na własne oczy, najlepiej nie tylko wiosną.
 






Wieś Selce. Mały postój nad potokiem, przy cerkwi św. Ilija.



 




I dalej, dalej poprzez góry, przed siebie.

  

 
 
Nagle, za wsią Tresonche A może Rosoki? Nieważne....gdzieś tam, w macedońskich górach, spotkała nas przygoda z młodymi byczkami.


Najpierw trzy wyszły nam naprzeciw. Potem jeden odłączył się i wpadł w galop - z góry, prosto na nas.....

...jednak okazało się, że rozpędził się tylko po to, żeby przyjaźnie zaczepić kolegę.




Końcówka trasy "terenowej" to przede wszystkim woda, w różnej konfiguracji: woda rozlana, woda spieniona, woda w korycie i poza nim. Potoki, strumyki i wodospadziki. Wiosna, wiosna schodziła z gór na naszych oczach. 
 
 
 
 






A potem zrobiło się zbyt ciemno, żeby pstrykać zdjęcia, szczególnie z poruszającego się samochodu. Bardzo malownicze miasteczko - Galichnik - zupełnie zostało nie uwiecznione.
 
Jechaliśmy dzielnie na południe - już drogą - wzdłuż rzeki Radiki, rozszerzającej się stopniowo w jezioro Debarskie, które robiło się coraz węższe, by przejść w przełom rzeki Crni Drin, a dalej, za następną zaporą - w jezioro Globocica. Jednak tu było już zbyt ciemno, by nawet wzrokowo podziwiać ciekawostki przyrodnicze, niestety. Nie można mieć wszystkiego. Silna grupa kibiców zdecydowała, że mecz jest nadrzędną sprawą do załatwienia - musieliśmy dotrzeć do transmisji, więc do telewizora, więc do baru. Jechaliśmy więc dzielnie. Widoki na tej trasie popodziwiamy następnym razem.
W Strudze telewizor znaleźliśmy bez trudu, tuż obok parkingu, w centrum miasteczka. Chociaż Macedończycy zdecydowanie kibicowali drużynie przeciwnej, bez problemu pozwalali nam reagować żywiołowo na poczynania "naszych" - znów zadziałało magiczne: "Poland? Lewandowski?! Brawo!"
W przerwie zjedliśmy kolację (plejskawica, mniam!), zaś po meczu (którego wynik nie do końca był dla wszystkich jasny: "przegraliśmy", ale "wygraliśmy"), połączyliśmy się z niezainteresowaną meczem częścią ekipy i zajęliśmy szukaniem kempingu. Dwie noce na dziko - wypadało dokonać jakichś zabiegów higienicznych.
Kemping znaleźliśmy zupełnie przypadkowo - za to był ogromny. Chcieliśmy umiejscowić się w cichym zakątku (zresztą kemping wydawał się rozległy i pusty), ale pracownik - chcąc nas uszczęśliwić towarzystwem -  zaprowadził nas w pobliże jakiejś większej grupy. Dużo większej......
Przy bliższym poznaniu okazało się, że "większa grupa" to 1000 (jeden tysiąc) autostopowiczów z....Polski, którzy biorą udział w "wyścigu" - kto pierwszy dojedzie z Polski do wyznaczonego celu. "Nasza" grupa była w drodze do Aten. Oczywiście, drogę pokonywali w podgrupach - najczęściej parami, ale mieli wyznaczone miejsca spotkań - np. to w Strudze.
Byliśmy bardzo zmęczeni po jakże intensywnym i pięknym dniu, więc nie było żadnego towarzyskiego integrowania się. Padliśmy spać zaraz po rozbiciu obozowiska. Nawet świergoczące głośno ptaki nie były w stanie nam w tym przeszkodzić.





 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 





 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza